Ten strach towarzyszy, zawsze, przy kazdemu pozbycia sie uzaleznienia... jak rzucalam tyton bylo tak samo jak z cieciem... ze kurcze! Ale jak? Co zrobie jak .... no wlasnie? Fajka pod reka? A teraz? Zyletka pod reka, a teraz?Wysłany przez Meg
Przez pierwsze miesiace jest cholernie trudno... i na prawde, sama musisz znalezc co Cie powstrzyma.... u mnie na poczatku rzucania "ostrza" bylo objadanie sie slodyczami... był placz, bylo pisanie mysli na zwyklej kartce papieru, pisanie wszystkich swoich mysli, az w koncu jak mysle ze chce sie pociac to przewaznie ktos zawsze jest na forum, albo ktos z internetowych znajomych i mowie o tym. oczywscie pisza: ze jestem mila, ze szkoda zycia etc... ale! gdy wracam do pokoju, patrze na ostrze, placze, tak placze... i w koncu zasypiam... to nie ma sensu Meg.
jednym z powodow dla ktorych nie chcialam tego robic to te mysli, ten nastroj, ta ciagla walka, zapisalam sie na masaz... gdzie rece to podstawa... dzieki temu kierunkowi zmienilo sie wszystko w moim zyciu, wlacznie z okaleczaniem przedramion... tylko raz , raz zrobilam czerwona nitke... raz.... zalozylam wtedy taka miekka bransoletke... i mialam zaliczenie, a babka do mnie ze mam to zdjac... robilam tak masaz zeby tego nie widziala, bylo cholernie trudno, zaliczylam na 4. nie satysfakcjonowalo mnie to, bo wiedzialam ze umiem na 5. glupia sznyta - pomyslalam. nigdy wiecej tego nie zrobie...
ja rozumiem, ze sa sytuacje ze to impuls sam Cie do tego popycha... ale im wiecej czasu jestes "na glodzie" tym lepiej bedziesz sobie radzila z trudnymi dla Ciebie sytuacjami...
to nie sa banalne slowa... jest tu mnostwo osob ktorzy pewnie potwierdza moje slowa...
potrzeba czasu i checi! ja myslalam ze to niemozliwe, ze do konca zycia bede sie ciac...a teraz? wiesz jaka jestem szczesliwa nie majac "czerwonych przedramion" , nie "czuc tego swedzenia i rozdrapywania" ? to jest piekne. Kiedys myslalam, ze zawsze bede spac z zyletka obok, nosic w portfelu, miec ja przy sobie - a bo ... jak bedzie ... cos... to hops za sciane, do wc, do palarni, gdziekolwiek i zrobic to! ciagle walcze... ale ostrza sa juz daleko za mna... tak czuje... czasami dopadaja mnie mysli o samobojstwie, o tym zeby juz nie zyc... wkladam sobie do glowki rozne rzeczy... nastepnego dnia kolezanka daje lizaka za to ze mnie lubi, gramy w karty, smiejemy sie... (glupie, banalne sytuacje!) a ja wczoraj mialam takie mysli...
az glupio sie poczulam... nie, nie kazdy o tym wie, o mojej przeszlosci... nie kazdy. u mnie w szkole nikt o tym nie wie, na masazyscie... po co. skoro czuje ze to juz skonczone... malo tego.... tydzien przed moimi urodzinami bylam strasznie zla... wyszla ta zła gorzka... ktorej nie lubie... wzielam noz, mialam w du.pie wszystko! i przylozylam do nadgarstka... zrobilam nitke... znaczy,myslalam ze zrobilam... za slabo sie cielam... <szok> zaczelam sie smiac z tego, ze nawet okaleczac sie juz nie umiem... ! a moze , nie chcialam podswiadomie? moze to byl tylko taki impuls? po prostu przylozyc ostrze do skory i nic nie zrobic? to bylo tylko raz. ciesze sie ze nic nie zrobilam. ze panuje nad tym. pamietaj Meg, ze od wszystkiego sie mozna i przyzywczaic i odzwyczaic... potrzeba na to TYLKO czasu.
tule /?01/?239





Cytuj
haha 

Bookmarks