Westchnienia codzienności (2)
przez 26-01-2012 o 20:01 (111 Wyświetleń)
Kolega kiedyś powiedział mi, żebym żył
No więc spróbowałem
Zacząłem żyć
I szybko się okazało, że jest tak jak zawsze
Że właściwie znalazłem się w matni
Zostałem uszeregowany, zaszufladkowany
Czyjeś oczy i rozum oceniły mnie
Pełne subiektywnej płytkości
Nie wnikającej głęboko w czyjeś doświadczenie
Wszystkie kwiaty życia marnieją we mnie
Czarne słońce wisi na niebie
A człek tonie w otchłani życia
No więc żyję, a czuję się jakbym umarł
Dwa metry pod ziemią uczuć
Bez-miłosny styl prozy życia
Tylko chłód
Brak rąk rzeczywistości
Gładzących mą strapioną twarz
Po której spływają słone łzy
W końcu jednak milkną kruki myśli
Wkrótce przybędą ponownie
Krucze znaki piekieł
Uwikławszy się w życie
Nie jestem wstanie rozsupłać go
I tak dalej...
**********************************
Koniec końców się skończy
To, co przeminęło, zniknie
Coś nastanie potem
W następnym rozdziale
Urodzi się nowe słowo
A jakże dobrze znane
Ożywi wyobraźnie czytelnika
Choćby tylko na chwilę
Udasz się na peregrynację
Po tym nawale
Pozostaniesz w myślowym kanale
Jesteś sobą
Zmienną osobą
Personą bez dna
Kiedyś stąd mykniesz
Swego pana powalisz
Swych pobratymców zostawisz
Krótkie pożegnanie i w drogę, Człowieku
Kimkolwiek jesteś, wiedz...
Żeś nieskończony i niezwyciężony.









E-mail wpisu na blogu