10.09.2010.      
 

Administracja

Poczta
Nota prawna

Statystyka

Zamów biuletyn






 
 

Opowieść pisana niemocą... Odbicie Schizofrenii. PDF Drukuj Email
Wpisał: pinkus77   
10.02.2007.

Drugie miejsce w konkursie z dnia 23-02-2007

Idąc korytarzem zawsze zastanawiałam się czy jestem normalna. To brzmi tak bardzo banalnie, a wręcz pusto...
Trudno zinterpretować mi pojecie normalności, czy w ogóle ma ona swoje granice?. Moje oczy niestety nie potrafią jej dostrzec. Nie płaczę nad tym faktem. Idę dalej, przemierzając długi szpitalny korytarz, który wydaje mi się otchłanią i za chwile mnie pożre. Dlaczego w moim życiu jest tyle lęku i nienawiści?, Pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Co dzień męczę się sama ze sobą, nie widać tego? Jednak boli to bardziej niż okładanie pięściami. Na moim ciele nie znajdziesz siniaków, ale przecież to nie argument, ze nie doznaje cierpienia.
Boże i znowu to robię.... Gadam do siebie. Obiecałam sobie, ze nigdy więcej.
Jasne. Słyszę po chwili. Te głosy mieszkają w mojej bogatej duszy..., Są jej częścią. Nie wiem, jaka bym była bez nich??, Jedyne, co mi się nasuwa w tej chwili to stwierdzenie ,,uboższa duchowo”. Wielu uważa mnie za wariatkę, i pewnie maja rację. Trudno powiedzieć, czasem zdarza mi się, że moje myśli są bardziej racjonalne niż mojej matki, która wiecznie powtarzała:,, Jesteś stuknięta”. Jej słowa uderzają we mnie jak młot, rozdzierając skorupę, która jest niesamowicie cienka. Wiem, pozyskanie kolejnej warstwy ochronnej byłoby trudne. Ktoś musiałby mi ja podarować... Bo mój ,,płaszcz już przecieka” od dawien dawna.
Dobijam do celu. Widzę pielęgniarkę. Starannie dobiera mi leki. Co to da?. Przecież truć mogę się w domu... Nie ma rezultatów, a skoro ich nie widać szkoda ludzkiego wysiłku. Tak. Jestem schizofreniczką. Zamknięto mnie w szpitalu dla obłąkanych bym normalniała. Jakie to przykre? Żal mi samej siebie...Po chwili wybucham głośnym śmiechem. Dostrzegam spojrzenie pielęgniarki. Takie trochę lekceważące. Nie lubi tu być. Czuje to.
Połykam leki. Sama sobie znaczę drogę śmierci.
Lekarz określił moją chorobę mianem,, rozczepieniem serca lub umysłu”. Jednym z objawów tej choroby jest, ,postępująca utrata kontaktu ze światem i przewaga zainteresowania przeżyciami wewnętrznymi, zobojętnienie uczuciowe prowadzące do pustki”. Fakt, czuje się jakby ktoś zamkną mnie w labiryncie, w którym jest tysiące drzwi, ale otwarcie ich nie zwiastuje nic dobrego. Wiec wolę samotność. ,,Utrata emocjonalnych związków z otoczeniem’’ nie była bardzo bolesnym doświadczeniem. Nie żałuję, bo nikt nie wie, co czuje .,,Rozpad osobowości objawiający się brakiem kontaktu intelektualnego z rzeczywistością, brakiem zgodności treści uczuć i myśli, jednoczesnym występowanie dwóch sprzecznych sądów, uczuć, lub dążeń, objawami wytwórczymi”. Słowa lekarza poniekąd były dla mnie bełkotem, którego pojąc nie potrafię, a zarazem czułam się jak na rozprawie w sądzie, której wyrok i tak nic nie zmieni. Powiadomiono mnie także, ze choroba ta może mieć podłoże genetyczne. Czyżby ktoś jeszcze był nosicielem, ,nasienia, które zabija?”. Nie czuje się jakbym była ,,Dzieckiem gorszego Boga”. Choć wszyscy tak mówią... Ich opinie w rzeczywistości są bardzo płytkie. Istnieje wiele hipotez, co do mojej choroby, ja mogłabym tez wiele obalić. Kto by mnie słuchał?, Zresztą ślimak mówi szybciej ode mnie, moje ruchy są tak powolne, ze aż irytujące. Określono to jako schizofrenia rezydualna lub inaczej ubytkowa to stan po wygaśnięciu schizofrenii, kiedy u chorego nie występują objawy wytwórcze, obecne są to tzw. objawy negatywne np. spowolnienie myślenia, mowy i ruchów, apatia, brak troski o wygląd, obniżenie uczuciowości.
Nie lubię odbicia słońca, jeśli jego promyk wpadnie do mojego pokoju to przez przypadek.. Nie wyczekuje go, nie zapraszam. Nie czekam już na nikogo. Codzienna apatia przybiła mnie tak mocno, ze nie daje już rady. A moja egzystencja jest zbędna. Tylko ktoś nie pozwala mi odejść, i trzyma mnie za rękę. Nie wiem, kto...?. Pewnie zostanie uznane to za kolejny paradoks z mojego ,,martwego życia”. Cóż.
..W przypadku podejrzenia zaburzeń schizofrenicznych niezwłocznie należy zwrócić się do psychiatry. Wczesne rozpoznanie daje wyleczenie w 30-40%. Powstaje coraz więcej skutecznych i przyjaznych dla pacjenta leków umożliwiających pełny powrót człowieka do społeczeństwa. W leczeniu zaburzeń schizofrenicznych pomocna może być również psychoterapia.”
Mówiono mi to już setki razy..., I to nie chodzi o to, ze brak mi wiary.
Bo mam jej więcej, niż kto ktokolwiek inny, pomimo tego, że zaprzeczam sobie tysiące razy. I często mówią. mi, ze moje słowa nie maja najmniejszego sensu. Brak w nich spójności. Logika czasem tez dużo pozostawia do życzenia. Ale trudno ułożyć mi to wszystko w całość. Godzę się z tym, kim jestem. Choć to takie wszystko żałosne i nie mające sensu dla wielu. Mam dwa światy. Granica rzeczywistości jest bardzo chwiejna. Nie jestem w stanie określić czy to jeszcze jawa, czy może dane mi było zamknąć oczy. Sen nie jest zwykłym snem.
To bezkres, z którego nie potrafię się wyrwać. Schizofrenia jest niezwykle przewlekłą chorobą psychiczną, sieje bezradność i pustkę, której smak znam jedynie ja.
I ta okropna gorycz, poczucie tego, ze jestem gorsza, słabsza ,,nienormalna”. Co dziwniejsze rozumiem siebie. Może nie w pełnym słowa tego znaczeniu, ale nawet w małej części to już bardzo wiele. Bo lekarze mówią, ze utopią jest walczyć z tą chorobą w moim przypadku. Ponoć jest beznadziejnie. Coś posłyszałam, czy to prawda, można jedynie przypuszczać.
Nikt nie wie jednak, ze ja nie walczę z czymś co zostało mi dane. Moja rozmowę można nazwać ,,niemym krzykiem” bo nic z niej nie wynika, a zdaniami są jedynie pojedyncze słowa. Kolejny paradoks. Przywykłam do tego. I może dziś odsłonię po raz pierwszy swe okno, byś zobaczył, ze moja cisza i beznadziejność,, jest modlitwą o lepsze jutro”, która niebawem nadejdzie. Wiem także, ze gruba i ciemna zasłona nie przeszkodzi by do pokoju wpadło odrobinę szczęścia, które potrafi przebić się przez najbardziej zawiłe i opuszczone miejsca na ziemi. Ludzie nie darzą mnie szacunkiem, wręcz przeciwnie, narażona jestem na kpinę. Ale nie jestem sama. Jest ze mną moja siostra zwana przez lekarzy ,,rozbiciem serca”. Jest mi raźniej. Nie boje się już tak.
Kiedyś może przeniosę się w bezpieczne rejony z dala od tego hałasu jaki dręczy moja głowę. To pragnienie jest bardzo silne. Czasem mi się zdarza ,,żyć w innym wymiarze”, jednak coś każe mi powracać co jakiś czas. Szkoda. Tam nikt się nie śmieje, Jest mi bardzo dobrze. Lekarze mówią, ze to tylko omamy. Nie wierze im . Słyszę je bardzo wyraźnie. ,,Czy zatem realność może być złudzeniem...??”
Czasem te moje,, omamy” śpiewają mi piękne melodie. Uspokajam się. I zasypiam. Tak mi się wydaje przynajmniej. Melodii tej nie zanucę nikomu. Jest wyłącznie dla mnie. Dla Magdy, którą nazywają schizofreniczka, chodzącym dziwadłem, ,,nienormalną”. Pewne jest jedno. Nie jesteście wstanie zabrać mi marzeń. Tego co piękne i tego co daje mi radość. Pewnie wielu powie, ze ,,ślepiec’’ nigdy nie odnajdzie swej drogi. Ja jednak odpowiem: Jeżeli człowiek rozgląda się uważnie, to znajdzie swoje szczęście. Bowiem choć ono jest ślepe, to przecież nie jest niewidoczne”.
Zmęczona rozważaniami z ,,samą sobą” usiadła na zimnym łóżku. A zdawałoby się ze świadkiem tej jej kontemplacji jest ktoś jeszcze, kto uważnie słucha, nie komentuje jednak jest... Szkoda, ze to jedynie złudzenie. Koleje zresztą chorej pacjentki na schizofrenię.

Pinkus77 10-02-2007 

Zmieniony ( 01.05.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

 

Powered by Joomla Copyright © 2006 www.zaburzenia.pl template by szpak