Trzecie miejsce w konkursie z dnia 10-04-2007
Moja historia....,,Bestia Bulimia"
Na początku witam serdecznie...
Zastanawiałam się dość długoczy wogóle napisać i co... jak to ująć...
Pomyślałam... niedawno dołączyłam do waszego grona więc opiszę co się wydarzyło w ciągu tych lat mojego życia...
Byłam wychowywana przez dziadków... jak wiadomo oni mają inne poglądy... tak jak to bywa w tych pokoleniach... Moi dziadkowie z góry stwierdzili, że moja mama nie nadaje się do opieki nad dzieckiem... swoim dzieckiem... więc odebrali jej prawa sądownie.. mój ojciec strasznie się nad nią znęcał... to były walki na zabicie... patrzyłam na to widziałam więc wiem... bił mnie i mojego brata... Kiedy byłam trzymiesięcznym dzieckiem chciał mnie zabić taką metalową łopatką do pieca... jednak w szpitalu mnie odratowali. Rozstali się...
Mama po tym wszystkim popadła w nałóg alkoholowy... kilka lat później mój ojciec się powiesił.
Rok później mama wylądowała na leczeniu jednak mimo ukończenia go nie trzeźwiała... miałam z nią kontakt bardziej przyjacielski niż układy jakie mają matki z córkami... nie raz mi narobiła przykrość... kompletnie się nie rozumiałyśmy....
Moi dziadkowie po jakimś czasie zadecydowali, że mają mnie dość... że mam odejść do mamy skoro ją tak mocno kocham... spakowałam się ... miałam 14 lat wiedziałam, że nie mam gdzie pójść, bo mama pewnie siedzi gdzieś w barze i jest pijana... w domu u niej też nie będzie nikogo....
Poszłam na ławkę w parku rozłożyłam ręce podparłam się o nie i rozpłakałam jak mała dziewczynka... jak sobie to przypomnę to łza mi się w oku kręci...
Siedziałam i siedziałam nie wiedziałam co mam robić... była godzina wieczorna już się ciemno robiło... kiedy mnie wyrzucili byłam po kolacji nie mogłam wytrzymać... zwymiotowałam obok...
Zamieszkałam u przyjaciółki... chodziłam do szkoły i pracowałam myjąc miejsckie ubikacje... nigdy się tego nie wstydziłam, bo mimo tego wszystkiego nie wylądowałam na ulicy...
Rodzice mojej przyjaciółki troszkę mi pomogli... złożyłam papiery na mieszkanie...
Dostałam przydział po roku... czyli miałam 15 lat mieszkałam już sama...
Po ukończeniu gimnazjum... poszłamdo technikum projektowania ubioru... i wtedy nic więcej nie było mi trzeba... dążenie do idealizmu... jak sama nazwa szkoły mówi... wszystko powiązane z modelingiem...
Żeby tylko nie czuć się gorsza... pomyślałam mogę coś tutaj osiągnąć.. ale muszę się zmobilizować... i jak wiecie tak się zmobilizowałam, że bestia bulimia mnie dopadła.
Tkwiłam w tym... mieszkałam nad moimi dziadkami 2 piętra wyżej, bo taki przydział dostałam...
Na klatce schodowej oni nie mogli na mnie patrzeć, a ja na nich już całkiem.
Mama poszła kolejny raz na leczenie i nic...
Chodziłam do szkoły chudłam... koszmar bulimii się rozwijał... napady nocne... wstawałam około godziny 2:00 w nocy aby zaspokoić swoje potrzeby (obżarstwo) zjadałam wielkie ilości jedzenia... najlepiej tłuszcze nabiał i słodycze... wtedy łatwiej było mi wymiotować... kostę masła gryzłam jak tabliczę czekolady... a kiedy już wszystko znikło w tempie 10 minut wiedziałam gdzie to wszystko ma koniec... poszłam odwiedzić ubikację... jednak nie w celach czysto fizjologicznych lecz pozbyć się jedzenia...aby poczuć się pusta w środku...
Napady pojawiały się do 17 razy na dzień w weekendy... wtedy nie chcodziłam do szkoły było mi łatwiej folgować... nie musiałam się ukrywać- mieszkałam sama..
Kiedy już wszystko zwymiotowałam... i z pięć razy przepłukałam żołądek wodą... zwracając samą wodę... zaparzyłam herbatkę odchudzającą..... spojrzałam w lustro i jakby nigdy nic ubrałam się... umalowałam... stoijąc przed nim z godzinę robiłam wszystko aby tylko zakryć chorobę... aby tylko nie było po mnie widać... więc jak się domyślacie nie było.... poszłam odstrzelona do szkoły... słaba, bo słaba ale złudnie szczęśliwa, że nie mam nic w żołądku.
I tak płynęły moje dni...w weekendy jadłam z samotności....
Mnóstwo razy miałam halucynacje tzw. krzywe zwierciadło... widziałam się zupełnie inaczej... o wiele grubsza... o wiele brzydsza... mimo iż miałam wysoką niedowagę...
Mama znowu na bezefektownym leczeniu...
Ważyłam już 34kg nie umiałam się uczyć... mało tego w szkole nie było bosko miałam takie nieprzyjemne że tak powiem koleżanki co jak się uparły to mnie pobiły w kilka naraz wiadomo...
Ja w szpitalu... próba samobójcza... zostałam zatrzymana... wykryto bulimię anorektyczną po części...
Mama na leczeniu tym razem końcowym...!!! jeszcze o niczym nie wiedziała...
Ukończyłam pierwszy rok technikum...
Znowu szpital ... nie mogłam chodzić do szkoły...
Byłam w tym czasie z pewnym facetem... cięzko miałam... historia się powtarza... on mnie bił ja jego i tak w koło... znęcanie psychiczne i fizyczne... zamykał mnie w domu na kilka dni... chorobliwa zazdrość Otella...
Nie miałam nikogo...
Skończyłam ten chory związek... pomogli mi znajomi... bo jak taki się uprze to nie ma bata...
Dalej tkwiłam w bulimii...
Następny szpital i następny... czyli już mamy trzy... i to na tyle ze szpitalami...
Wszystko się ciągło do 18 lat... po zakończeniu chorego związku poznałam kolejnego faceta wtedy myślałam, że był wporządku ale teraz wiem, że to błąd... za szybko to wszystko sobie wzięłam...
Mama wyszła ponownie za mąż... całkowicie zmieniła swoje życie...
Pewnego dnia leżałam na kanapie i przypomniałam sobie, że mam 3000 zaoszczędzone i wpadłam na pomysł, że otworzę działalność gospodarczą... nie wytłumaczę wam skąd mi to wpadło na pomysł i skąd na to wzięłam siłę ale normalnie wstałam ubrałam się poszłam załatwić wszystkie dokumenty... Urzędy Skarbowe wiecznie zwlekały... wiadomo...
Już byłam zrezygnowana ale nie poddałam się...
Otwarłam sklep i hurtownię z odzieżą...wszystko szło dobrze... potem ten niby dobry facet mnie okradł.. działalność upadła.... wszystko musiałam pozamykać... hurtownia i sklep prosperowały pół roku...
Kompletnie sie poddałam, bo powiedziałam sobie, że ten interes sprawi, że będę czuła się potrzebna i niezależna....
Jednak nie wyszło za szybko zaufałam...straciłam pieniądze i nadzieję... To i tak mało, bo w urzędzie babka mi powiedziała pani Angelo pani się niesamowicie porywa na ryzyko otwierając działalność gospodarczą za 3000 tysiące zł jedynie... odpowiedziałam, że wiem!
Tak jak szybko ją otwarłam tak szybko zamknęłam...
19 lat... urodziny leżałam w łóżku... kompletnie zniechęcona... nie wychodziłam kilka miesięcy z domu... Poznałam przewspaniałe kobietki na bloogu... m.in Ewkę, która jest dla mnie jak siostra... wiele przeszła... dała mi siłę... wiarę i światło.... rok już ze sobą pisałyśmy.. i padła propozycja Angela może przyjedziesz do mnie do Austrii, a dokładnie do Wiednia... zajmiesz się moim synem, a ja będę mogła pójść na kurs zapłacę ci za to... nie chodziło mi o zapłatę czytając to odpisałam będę!
Nie wiem jak się to stało... powiedziałam, że przyjadę... ja Angela pojadę do Wiednia jak ja nawet nosa za firanę nie umiałam wystawić... tak się ludzi obawiałam tego wzroku i wszystkiego...
Spakowałam się i pojechałam... byłam u Ewuni miesiąc... nie mogłam zrozumieć jak zupełnie obca osoba może mnie kochac jak siostrę... tyle nas łączy to jest niesamowite...
Przez cały ten czas wierzyła we mnie, a ja w nią...
Jej mąż i ja nie polubieliśmy... Ewuś zrezygnowała z kursu, a ja przyjechałam do Polski... o wiele silniejsza.....
Minął miesiąc pobytu w domu... doszłyśmy z mamą do wniosku, że ona sprzedaje swoje mieszkanie i jedzie ze mną do Austrii... byłam zaskoczona, bo już wcześniej mówiłam, że chcę jechać do Wiednia do pracy ale nie sądziłam, że pojedzie ze mną...
Babcia wiecznie jęczy, że jest zadłużona... daję jej swoje mieszkanie niech sobie je sprzeda spłaci zadłużenia i da mi żyć... !!! Swoje rzeczy biorę do domu mojego Ojczyma... on nas zamelduje jak mieszkania sprzedamy...
Chcę zostać w Austrii... nie wiem jak to będzie ale nie chce wracać do Polski...
Tam czuję się zupełnie innym człowiekiem... wtedy zaczynam oddychać... wtedy zaczynam żyć, a nie wegetować... Tym katem jest moja babcia... moja mama ma 40lat i nadal nie może żyć swoim życiem mimo iż nie jest zależna... taki człowiek jak moja babcia zrobi wszystko żeby tylko być niezastąpionym...Ona tylko przestała pić alkohol ale nie wie czemu ani po co... nadal zachowuje się jak pijana!
Dziś wiem, że jej nie zmienię mogę zmienić jedynie siebie...oddalić się... machnąć ręką i zacząć żyć pełnią szczęścia...
Bulimia czasami powraca... jednak walczę z nią...
halucynacje są bardzo męczące... napady także ale nie winię już siebie za to, stało się a teraz żyj dalej kochana... jedna przegrana bitwa nie decyduje o tym, że przegrało się wojnę!
NIE POZOWLĘ NA TO ABY OFIARA STAŁA SIĘ KATEM! wtedy toczyło by się błędne koło... nie chcę tego... jestem świadoma...
Teraz w lipcu będę miała 20 lat i po raz pierwszy będę mieszkała z własną mamą...
Przez te wszystkie lata byłam całkiem sama w czterech ścianach...
Teraz wyszłam do ludzi... i wierzę w to, że mi się uda...
Ważne kobietki abyśmy znały swoją wartość!!! Wtedy mamy siłę...
Kochane nic nie dzieje się bez powodu... niestety w naszym kraju zamiast zająć się przyczyną leczą objawy... Mimo wszystko my również mamy coś do powiedzenia.
Pozdrawiam Was serdecznie
Angie 23-03-2007



Menu
Pod menu
Kalendarz
częste słowa
Wiadomość
Następujące błędy wystąpiły przy przesyłaniu danych