• W KRAINIE LĘKU

    Drugie miejsce w konkursie z dnia 10-04-2007

    W KRAINIE LĘKU

    W człowieku tkwią różnorodne moce,
    Racjonalne, zmysłowe, wegetatywne,
    I ze sobą współdziałają.
    Harmonia wszechświata znajduje swój wyraz w astrologii, magii i we wrażeniach zmysłowych.
    Wszystko jest wzajemnie podporządkowane, wszystko współdziała ze sobą.
    Być uczonym – to poznać jedną rzecz po drugiej”
    PLOTYN

    Odkąd sięgam pamięcią w moje życie, zawsze towarzyszył mi lęk. Już jako kilkuletnia dziewczynka zostawałam sama w domu na długie godziny, gdy rodzice szli do pracy. Byłam grzecznym dzieckiem, nie skarżyłam się, raczej dostosowałam się do sytuacji, w jakiej się znalazłam.Podejrzewam, że, tylko w ten sposób mogłam przetrwać-dostosowując się. dom w tym czasie był dla mnie azylem, twierdzą, w której czułam się bezpiecznie,

    jednak wyjście z niego, rozstanie z rodzicami było dla mnie traumatycznym przeżyciem, objawiało się to napadami histerii. Po pierwszej klasie szkoły podstawowej wyprowadziliśmy się z mojego ulubionego domu do nowej dzielnicy. Dla mnie zmieniło się wszystko, cały mój mały świat. Nowy dom, nowa szkoła, nowi koledzy i koleżanki, wszystko nowe. Czułam się trochę tak jakbym była z kosmosu, totalnie odizolowana. W starej szkole byłam prymuską, w nowej ledwie nadążałam za innymi. Byłam gorsza i na każdym kroku udowadniano mi, że jestem gorsza. Nie lubiłam tej szkoły, nowego domu i wszystkich dookoła. Chciałam, by mnie zauważono, więc robiłam różne głupie rzeczy czasami niebezpieczne dla życia, po to by się nie wyróżniać. Chciałam być jak inni, lecz czułam, że jestem inna, wyjątkowa, naznaczona. Może to przez,,zły dotyk”, może przez coś innego. Pierwszy raz zamknęłam się w świecie lęku, gdy miałam osiemnaście lat. Może to był krzyk rozpaczy, może tak próbowałam zwrócić na siebie uwagę-nie wiem. Pamiętam jak bardzo przeżywałam to, co się wówczas ze mną działo. Myślałam, że zwariowałam. Wizyta u psychiatry i ulga to tylko nerwica. Dostałam leki, których nie brałam, wówczas były to zwykłe uspakajacze typu relanium, hydroxizina nie potrzebowałam ich, chciałam tylko poczuć ze ktoś się mną interesuje, że nie jestem sama. Rodzice starali się, żebym nie była sama, więc czułam się w miarę bezpiecznie, trochę jak piesek na smyczy. Gdy wychodziłam z nimi z domu matka kazała mi iść przodem, uważała, że robi mi przysługę, czułam się jak królik doświadczalny i modliłam się w duchu żeby nie wpaść w panikę, wówczas musiałabym wziąć ją za rękę a czułam jak bardzo jej to przeszkadza. Dopiero po latach uświadomiłam sobie, dlaczego wtedy miałam tak ogromny lęk przed śmiercią. W dzieciństwie przeszłam zapalenie mięśnia sercowego, po latach, gdy uczyłam się w Liceum Medycznym, jeden z wykładowców przedmiotu o nazwie „interna” powiedział, że dzieci z tą chorobą nie dożywają osiemnastych urodzin. Myślę, że podświadomie bałam się śmierci a zwłaszcza samotności w chwili śmierci. Ten wykładowca zupełnie nieświadomie wyrządził mi dużą krzywdę, zresztą jak wielu innych ludzi, których napotykałam na swojej drodze.
    Jako osoba dorosła chciałam jak najszybciej wyrwać się z domu z pod skrzydeł zaborczej matki i ojca, który był dla mnie ucieleśnieniem wszelkiego zła. Nigdy nie zapomnę lęku, gdy słyszałam zgrzyt klucza w zamku. Byłam tak spięta ze strachu, czekałam na ciosy, które mogły spaść na mnie w każdej chwili. Wiedziałam, że jedynym wyjściem będzie moje zamążpójście. Gdy spotkałam mojego męża nie zastanawiałam się długo nad ślubem. Miałam wrażenie, że chwyciłam szczęście za rogi i za nic nie chciałam tego stracić. Miałam męża, pracę, która dawała mi duże poczucie satysfakcji i wolności finansowej. Nigdy nie miałam tak dobrego nastroju i samopoczucia jak wtedy. Gdy na świat przyszła córka coś zaczęło się psuć, czułam jak bardzo mój mąż robi się podobny do mojego ojca, na każde podniesienie głosu czy zwrócenie uwagi reagowałam lękiem i kuleniem się w sobie. Postanowiłam wrócić do pracy by odzyskać wolność. To była klęska nie dawałam sobie rady, dziecko reagowało płaczem na każde rozstanie ze mną, do pracy szłam zdenerwowana, nie potrafiłam się skupić na niczym a każde wyjście z koleżankami z domu bez dziecka czy męża kończyło się ogromnymi wyrzutami sumienia. Nie mogłam spać czułam, że oszukuję siebie i innych. Dostałam tak silnych lęków, że nie mogłam pracować, musiałam się zwolnić z pracy. W domu było jeszcze gorzej, bałam się być sama z córką, bałam się siebie, bałam się o nią. Trafiłam do wspaniałego terapeuty, który po pół roku intensywnej psychoterapii postawił mnie na nogi. Znów cieszyłam się życiem, światem. Chciałam być zdrowa dla siebie, dla niego. Czułam się silniejsza i mimo wielu niesprzyjających sytuacji, które się wydarzyły w moim życiu; strata drugiego dziecka, ciągłe konflikty z rodzicami moimi i męża, konflikty z mężem dawałam radę.
    Gdy ponownie zaszłam w ciążę, umarł mój ojciec. Byłam zrozpaczona, ale nie tym, że on umarł a raczej tym, że stres związany z pogrzebem(panicznie bałam się pogrzebów),spowoduje to, że stracę następne dziecko. Nie myliłam się, gdy zaczęłam krwawić, pomyślałam, że to już koniec, myślałam, że ojciec nawet po śmierci nie zostawi mnie w spokoju. Szpital, dzień za dniem niekończąca się modlitwa i moja siła pozwoliły na utrzymanie ciąży. Na świat przyszła dziewczynka, która dodała mi jeszcze więcej sił i wiary w to, że marzenia się spełniają. Podjęłam próbę powrotu do pracy, wszystko układałoby się bardzo dobrze gdyby nie mój szef. Dyktator, nie znoszący sprzeciwu mały człowieczek. Czułam jak powoli się wypalam, czułam, że praca jest dla mnie ciężarem, z którego nie potrafię się wyzwolić. Brnęłam, więc dalej w tą pułapkę, jaką jest pracoholizm, perfekcjonizm aż przyszedł dzień, że nie miałam sił wstać z łóżka. Gdy lekarz postawił diagnozę,,depresja” ucieszyłam się, pomyślałam sobie, że odpocznę miesiąc dwa a potem z nowymi siłami wrócę do pracy. Nie wróciłam. Szef dał mi wypowiedzenie jak tylko zakończył się okres, który chronił mnie przed zwolnieniem, nie chciał mieć w zespole kogoś, kto leczy się psychiatrycznie. Nie rozumiałam tego, czułam się bardzo skrzywdzona i sponiewierana. Długo dochodziłam do siebie. Znalazłam inną pracę, ale gdy zaufałam człowiekowi, który był moim szefem on mnie skrzywdził, wykorzystał. Kolejna depresja, ale połączona już z anoreksją, autoagresją, lękiem tak silnym, który nie pozwalał mi żyć. Śmierć wydawała mi się jedynym rozwiązaniem, jedynie dobro dzieci utwierdzało mnie w tym, że muszę żyć, muszę być.
    Postanowiłam skorzystać z leczenia w Ośrodku nerwic i depresji w Komorowie. Tam odzyskałam powoli siły i chęci do życia, ale nie odzyskałam pełnej sprawności. Tkwię wciąż zamknięta w swoim świecie lęku, który stanowi dla mnie jedyny i bezpieczny świat. W nim oprócz mnie nikt mnie nie krzywdzi i nie wykorzystuje. Wiem, że ten świat jest po coś, został mi dany, bo miał mi coś pokazać, czego nie dostrzegałam wcześniej. Dzięki temu światu stałam się lepszym, pełnym empatii bardziej współczującym człowiekiem. Wiem też, że ode mnie, od mojej pracy nad sobą, nad emocjami, które we mnie są zależy to czy opuszczę ten świat, czy będę tkwić w nim zawsze. Wiem jak bardzo jest to trudne, jak bardzo bolesne, ale bardzo w to wierzę, że przyjdzie taki dzień. Dzień, gdy moje serce będzie wolne od złości i nienawiści, że będę mogła wybaczyć wszystkim tak naprawdę a w mojej duszy i w moim ciele zapanuje harmonia i spokój na zawsze.

    „Jeden świat uprzytomnił mnie sobie, i to ów, który dla mnie jest nieporównanie najrozleglejszy, a tym jestem sam;
    I czy ku moim bliskim dotrę dzisiaj, czy za lat dziesięć tysięcy, czy dziesięć milionów,
    Przyjąć to mogę z radością i z jednaką radością czekać”

    motyl 22-03-2007
    Komentarze 2 Komentarze
    1. Avatar Ola3281
      Ola3281 -
      Czytam ten artykuł i myślę sobie że to moja historia no może nie do końca ale żyłam w strachu od dziecka, żyję teraz i już nie mam siły mam dość zaczęłam chodzić na terapię i zobaczymy co z tego będzie wiem jedno muszę zaprzyjaźnić się ze swoją nerwicą paradoks ale chcę ją polubić bo chcę normalnie żyć i nauczyć się przebaczyć tym którzy tak mi dali w kość bo złość którą w sobie noszę zabija mnie w środku
    1. Avatar karol
      karol -
      twoja wypowiedź przypomina mi o krokach i tradycjach aa
    Komentarze Dodaj komentarz

    Kliknij tutaj, aby się zalogować

    Wpisz sześć liter lub cyfr, które pojawiają się w obrazku.