Korzystając ze zgody, której mi udzielił kiedyś już Admin, chciałabym się z Wami podzielić tym, co niestety musiałam przeżyć.
To zdarzyło się dwa lata temu...w nocy...byłam wtedy z chłopakiem już rok...mieszkałam z nim pod jednym dachem...w jednym pokoju...Bardzo mu ufałam, gdyż znaliśmy się już 5 lat...
Jednak mimo tego, jak się później okazało, ni znałam go na tyle...
Obudziłam się pewnego ranka z dziwnym uczuciem...coś było...coś musiało być...czułam, że coś było...czułam, że miało miejsce ... jak to on potem nazwał... zabrał to, co mu się należało... Nie wiedziałam jak na to zareagować...obiecał, że to był pierwszy i ostatni raz...A ja...co ja mogłam zrobić...uwierzyłam mu...jak sie potem jednak okazało, nie był warty tej ufności i mojej wiary w niego...
Dzień przed moimi imieninami położyliśmy się spać...Ja jeszcze nie spałam, ale on myślał że śpię...tym razem założył prezerwatywę, żebym nie mogła rano zauważyć... A ja...leżałam...nie wiedziałam co zrobić...czy ujawnić, że nie śpię?Jak zareagować?................ Popłakałam się...zauważył że nie śpię...wygoniłam go z domu......
I wecie co potem zrobiłam? Przyjęłam go z powrotem...Za namową mojej mamy, która to powiedziała, żebym mu wybaczyła....Że on jest taki dobry...taki kochany...tak mnie kocha...Byliśmy jeszcze ze sobą dwa lata prawie...W tym czasie wpadłam w ciężką depresję...A on...Wyzywał mnie od szmat...groził czasami, że jeśli tak chcę to on może to powtórzyć...
Czasami myślę sobie, że może przesadzam....że to nie było nadużycie...Tak on mi zawsze mówił...jeszcze dźwięczą mi w uszach jego słowa....to kim dla niego byłam...zwykłą szmatą....Nikim więcej...
Wiem że na pewno są osoby, które mają gorsze doświadczenia...ale tak jak na stronie portalu przeczytałam słowa, że nie jest ważne kto w jakim stopniu wycierpiał, to każdy jest dotknięty tym nieszczęściem...każdy cierpi, choćby w niewiadomo jakim stopniu przeżył coś okropnego...Każdy cierpi i nie można umniejszać żadnego z tych cierpień.
Podobno mówienie o tym daje nam dużo...daje pół problemu, jak to kiedyś Gonzzo powiedział...ale powiem Wam, że ja już o tym się nagadałam nie raz...mimo tego...nie czuję takiej ulgi jakbym chciała...Chciałabym, żeby to on czuł to co ja...Teraz..gdy już z nim nie jestem...Cieszę się że już go nie ma...ale wiem, że on nie uważa się za złego człowieka...nikt w jego rodzinie tak nie uważa...nikt prawie z mojego otoczenia...nawet moja siostra...są chwile, gdy wolałabym by zniknął...wiem jednak że to niemożliwe...i sama chciałabym zniknąć...umrzeć....żebym już nigdy nie musiała go oglądać...i nigdy nie słyszała słów, że jestem szmatą...



Menu
Pod menu
Ostatnie posty
Wiadomość
Następujące błędy wystąpiły przy przesyłaniu danych