Mania - błogostan czy szaleństwo? Wasze przygody w manii.
Dodał
opublikowano 24-03-2011 17:31
W związku z istniejącymi tematami dotyczącymi zaburzeń schizo - afektywnych dwubiegunowych chciałbym poruszyć problem manii. Otóż po powrocie ze szpitala w 2003 roku, była wiosna jak teraz, a ja czułem potrzebę coraz częstszych kontaktów z ludźmi. Zaczęło się łażenie po imprezach, picie alkoholu, zero odpowiedzialności, niczym się nie przejmowałem. Wszystko przychodziło jak z płatka, normalnie eden na ziemi, gdyby nie podłe otoczenie. Nawijałem jak trajkotka, często bez sensu, ale tak byłem nakręcony, że inaczej się nie dało. Na imprezach zacząłem też palić fajki a jak ich nie miałem, a był to już początek uzależnienia, byłem zdolny robić wszystko co mi kazał ten, kto obiecał mi te fajki, za wykonanie zadania, nawet się poniżyć. Mimo że byłem studentem pomiatali mną osoby którzy ledwo podstawówkę skończyli, albo gówniarze, alkoholicy, ćpuni, gnojowe wsiochy, po prostu robili sobie wyraźnie ze mnie jaja, a ja na to im pozwalałem i byłem zbyt słaby by im się przeciwstawić. Jednego razu byłem cały opluty jak wracałem z dyskoteki. Wydaje się że w Polsce stygmatyzacja zawsze była i nic się nie zmieniło moim zdaniem. Są ludzie mądrzejsi, którzy widzą to w ten sposób, że z pewną osobą coś się dzieje nie tak, trzeba jej jakoś pomóc, natomiast wykorzystywanie i wyśmiewanie ułomności i wszelkich słabości osoby chorej jest "żółtym papierkiem" polskiego społeczeństwa. A na wsi to zjawisko wszyscy dobrze znają. Na szczęście to wszystko działo się właśnie na jednej wsi, gdzie mieszkała moja babcia, gdzie wtedy mieszkałem i obecnie bardzo rzadko tam jeżdżę. Zwykle mam cholerną tremę, gdy tam się pojawiam, jednak do nikogo już się nie przyznaje i udaje że nikogo tam nie znam. Cały ten syf, który wokół siebie zasiałem wskutek manii, na tej zabitej dechami wichurze, przerodził się za pomocą poczty pantoflowej w skandal taki, że jestem tam przez wszystkich rozpoznawany i zwracam wszystkich na siebie uwagę. Jednak teraz wiele się zmieniło, uważam że nie pozwoliłbym sobie na tego typu drwiny, gdyż moja agresja jaką jestem teraz usposobiony zmiotłaby wszystkich w popiół. Zresztą nie zniżam się do poziomu kołtunerii, wolę być już samotny, lub mieć kilku przyjaciół ale prawdziwych niż jakieś "śmieciowe znajomości". Tą manie miałem tylko raz w życiu, w tym momencie raczej pojawiły się problemy depresyjne, ale nawet choćby ta mania robiła niebiański błogostan, orgazm duchowy, to nie chcę jej nigdy mieć, za żadne skarby świata. Może mieliście podobne przygody w manii, do tego stopnia że mania sterowała wami po całości?
Wiadomość
Następujące błędy wystąpiły przy przesyłaniu danych