<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>

<rss version="2.0" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
	<channel>
		<title>zaburzenia.pl - Blogi</title>
		<link>http://www.zaburzenia.pl/blog.php</link>
		<description>Jakie źródło ma schizofrenia, depresja lub inne zaburzenia psychiczne? Czy podłożem może być dzieciństwo? Jakie piętno wywierają nadużycia i przemoc? Przemoc fizyczna to wywieranie wpływu na proces myślowy. W Polsce najczęściej stosowane są leki starszej generacji, ponieważ są tańsze. Moje miasto to Zdzieszowice. A w Zdzieszowicach nawet nie słychać o otwartych drzwiach schizofrenii.</description>
		<language>pl</language>
		<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 09:13:20 GMT</lastBuildDate>
		<generator>vBulletin</generator>
		<ttl>60</ttl>
		<image>
			<url>http://www.zaburzenia.pl/images/misc/rss.jpg</url>
			<title>zaburzenia.pl - Blogi</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/blog.php</link>
		</image>
		<item>
			<title>Święta</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/128-Święta</link>
			<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 12:02:01 GMT</pubDate>
			<description>nowy wiersz na święta napisać trzeba 
pogoda w tym roku nie ciekawa 
no niestety czasami tak bywa 
ale i tak rozgrzeje nas ciepła kawa 
 
Tatuś z...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">nowy wiersz na święta napisać trzeba<br />
pogoda w tym roku nie ciekawa<br />
no niestety czasami tak bywa<br />
ale i tak rozgrzeje nas ciepła kawa<br />
<br />
Tatuś z mamusią w niedziele przyjadą do mienia<br />
każdy by takich rodziców chciał mieć<br />
powoli kwitną kwiatki i drzewa<br />
nic tylko żyć chcieć<br />
<br />
szczęście  chyba mam<br />
choć ciężko bywa czasami<br />
szkoda trochę że jestem tu a nie tam<br />
czyli w domu z rodzicami<br />
<br />
takie życzenie mam wielkanocne<br />
by już było dobrze<br />
postanowienie mam już chyba dość mocne<br />
że nie dam się już tej chorej kobrze<br />
<br />
chorobę moją kokbrą nazwałem <br />
gdyż tylko życie mi truje<br />
bywalo że przez nią ludz sięi bałem<br />
ale od nowa się buduje<br />
<br />
Co też zawdzięczam mojej rodzinie<br />
że sa ze mną mimo przeciwności jakie teraz życie im i mnie składa<br />
mam nadzieję że to gówno minie<br />
i wszystko się dobrze poukłada<br />
<br />
Ojcu wytrwałości oraz lepszej pracy<br />
mamie przede wszyskim zdrowia fizycznego<br />
chciał bym im podać na tacy<br />
rozwiązanie problemu takiego<br />
<br />
Każdy ma problemy<br />
lecz trzeba się starać<br />
niestety i ch nie unikniemy<br />
ale nie o problemach będziemy tu gadać<br />
<br />
Święta to czas by się radować<br />
cieszyć , rozmawiać<br />
by pyszności smakować<br />
i problemom się stawiać</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>artur.zwierz</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/128-Święta</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Trudna sztuka, ziemia rozczarowań</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/127-Trudna-sztuka-ziemia-rozczarowań</link>
			<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 20:44:32 GMT</pubDate>
			<description>Świeże wiersze. Ciepłe jak poranne bułeczki w piekarni. 
 
*Trudna sztuka 
 
*Słowem chciałeś wyrazić mozaikę uczuć 
Lecz okazało się, że żadne słowa...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><span style="font-family: georgia"><font size="3"><i>Świeże wiersze. Ciepłe jak poranne bułeczki w piekarni.</i><br />
<br />
</font></span><div style="margin-left:40px"><span style="font-family: georgia"><font size="3"><b>Trudna sztuka<br />
<br />
</b>Słowem chciałeś wyrazić mozaikę uczuć<br />
Lecz okazało się, że żadne słowa nie oddadzą ich kolorytu<br />
Gdy silny wiatry wichrzy frenetyczne serce<br />
To język niepojętych światów<br />
Tak odległych od zwykłej pragmatyki słowa<br />
Rozległych archipelagów wysepek pełnych tajemniczych stworów świadomości<br />
O Magellanie pióra!<br />
Wodzisz nim po kremowym papierze<br />
O Kolumbie! Odkrywco!<br />
Przybijasz do poszarpanych brzegów nowego świata<br />
I stromy klif piętrzy się wyniosły jak Everest<br />
Podejmiesz wspinaczkę na dziewiczy teren<br />
Osiągnięć wciąż ci mało!<br />
Nawet gdybyś posiadł wszystkie lądy, morza, oceany<br />
Nie zdołasz wspiąć się na ostatni szczyt<br />
Nim włada bowiem Bóg wszelaki<br />
A ty, niziołku, błahy człowieku<br />
Wojowniku intelektu!<br />
Za małyś<br />
Za słabyś<br />
Wyszarpujesz w złości słów kości<br />
Z tej cielesnej małostkowości<br />
I nici z parnasu poetyckości.</font></span><br />
<br />
<hr /><b><font size="3"><span style="font-family: georgia">Ziemia rozczarowań</span></font><br />
</b><br />
<font size="3"><span style="font-family: georgia"><font size="3">Ziemia usuwa się spod mych stóp</font><br />
Ziarko po ziarnku<br />
Miarka się przebiera<br />
Zrozumiałem, że nie jest mi dane stąpać po pewnym gruncie<br />
Bom wcześniej tkwi w młace<br />
I nadal sowicie za to płace<br />
Czy to schyłek?<br />
Płonnych nadziei?<br />
Balon nadął się już do granic możliwości<br />
Pęknie z hukiem<br />
A z nim wszystkie złudy<br />
Ubrdane w czasie młodzieńczych pasji<br />
Gdy serce zastygnie<br />
A krew zakrzepnie<br />
Ziemia osuwać się będzie.<br />
<br />
<font size="1">Powstałe 27 marca.</font><br />
</span></font><br />
<font color="#800000"><span style="font-family: book antiqua">*Wiersze autorstwa Adriana Spleena. Rozpowszechnianie dozwolone pod warunkiem podania autora niniejszych poezyj. </span></font></div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/127-Trudna-sztuka-ziemia-rozczarowań</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Ćma barowa</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/126-Ćma-barowa</link>
			<pubDate>Mon, 12 Mar 2012 23:29:04 GMT</pubDate>
			<description>Inspiracja: twórczość Charlesa Bukowskiego. 
 
Już ostatnie piwo zostało wypite 
Już papieros resztką się tli 
Pozostawiony sam w popielniczce 
I...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><i>Inspiracja: twórczość Charlesa Bukowskiego.</i><br />
<br />
<div style="text-align: center;"><br />
</div><div style="margin-left:40px"><span style="font-family: palatino linotype"><font size="3">Już ostatnie piwo zostało wypite<br />
Już papieros resztką się tli<br />
Pozostawiony sam w popielniczce<br />
I stolik pusty<br />
Krzesła upuszczone też<br />
A przy barze ostatni klient tępo na kufel zerka<br />
Za chwilę zgasną światła<br />
Zapanuje mrok<br />
Barman przekręci klucz w zamku<br />
Po schodkach zbiegnie<br />
Opuści to królestwo ciem barowych<br />
Atmosfery fermentującego rozkładu dusz<br />
Niekończących się popijaw<br />
Panów spod ciemnej gwiazdy<br />
Powoli pogrążających się w swoim osobistym upadku<br />
Nikogo nie zainteresuje ich los<br />
Nikt nie zapyta: dlaczego?<br />
Co się stało?<br />
Autobus przejedzie pełny niewzruszonych ludzi<br />
Każdy pasażer zajęty swoim własnym życiem<br />
Nie ma w tym magii<br />
Nocne nietoperze krążące po brudnych ulicach<br />
To kolejny alkoholowy spleen znieczulonych ciał<br />
Mętnego wzroku<br />
O brzasku pozostaną ślady na śniegu<br />
Człowieka i... śmierci<br />
Szli krok w krok<br />
W ostatnim marszu<br />
Gdy już wystygnie ciało<br />
Trumna się zamknie<br />
Grzebiąc pamięć o kimś<br />
Kto jeszcze wczoraj kroczył<br />
Jeszcze wczoraj wypijał ostatnie piwo...</font></span></div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/126-Ćma-barowa</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Zestrzelony ptak, cokolnicy</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/125-Zestrzelony-ptak-cokolnicy</link>
			<pubDate>Thu, 08 Mar 2012 18:58:25 GMT</pubDate>
			<description>* Jak zestrzelony ptak* 
 
Zestrzelony spadam w dół 
Pikuję ku ziemskiej rozpadlinie 
Dziury we mnie nadal dymią 
Nie mam już skrzydeł 
I straciłem...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><div style="text-align: center;"><font size="3"><span style="font-family: book antiqua"><b> Jak zestrzelony ptak</b><br />
<br />
Zestrzelony spadam w dół<br />
Pikuję ku ziemskiej rozpadlinie<br />
Dziury we mnie nadal dymią<br />
Nie mam już skrzydeł<br />
I straciłem całe połacie piór<br />
I nawet serce pękło<br />
I kończę żywot swój<br />
Wolnego ptaka<br />
Asa przestworzy<br />
Bez rozpaczy i łez<br />
Za chwilę nastąpi lotnika kres.<br />
<br />
<b>Cokolnicy</b><br />
<br />
Mężczyźni przykuci do samotności<br />
Skrępowani solidnymi łańcuchami<br />
Wyzierający duchem wrażliwości<br />
Ćmią ciepłem życia<br />
Wystając na cokole<br />
Meandrują w grze pustych serc<br />
I nikt im nie poda ręki<br />
Nie zapyta o powody niedoli<br />
To niepodobieństwo!<br />
Bo prawie wszyscy miałcy potopili się w mamonie<br />
A mości panowie biedują tam<br />
Nie dojadając miłości<br />
I wielu z nich cytuje dobrze znane słowa<br />
Któż ich nie zna<br />
Ale cóż z tego, skoro Miałcy nie dostrzegają głębi<br />
Ogarnięci przepychem<br />
Sycą swe nalane oblicza tłustym blichtrem<br />
Samotni tymczasem pokrzepiają się owocami umysłów mistrzów<br />
Pobrzmiewa w nich nadzieja tycia<br />
I zejść z piedestału nie mogą<br />
Bo mogłoby być tak pięknie</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Uroczo tak<br />
A pozostaje zostać tam<br />
Po wsze czasy<br />
Choć kto wie...</span></font><br />
<br />
<font size="1">Powstałe 7 i 8 marca 2012</font><br />
</div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/125-Zestrzelony-ptak-cokolnicy</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Eliksir</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/124-Eliksir</link>
			<pubDate>Mon, 20 Feb 2012 18:08:20 GMT</pubDate>
			<description>Posiadłaś ongiś eliksir miłości 
Więc podziel się nim ze mną 
Tylko naparstek dla mnie 
To przecież tak niewiele 
A zyskać możesz tak wiele 
Nie bądź...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><div style="text-align: center;"><font size="4"><i><span style="font-family: book antiqua"><div style="width: 300px; border-width: 133px; border-image: url(http://www.zaburzenia.pl/arek/1195421873393516913liftarn_Western_border.svg.med.png) 133 stretch; -moz-border-image: url(http://www.zaburzenia.pl/arek/1195421873393516913liftarn_Western_border.svg.med.png) 133 stretch; -webkit-border-image: url(http://www.zaburzenia.pl/arek/1195421873393516913liftarn_Western_border.svg.med.png) 166 stretch; -o-border-image: url(http://www.zaburzenia.pl/arek/1195421873393516913liftarn_Western_border.svg.med.png) 133 stretch;"> Posiadłaś ongiś eliksir miłości<br />
Więc podziel się nim ze mną<br />
Tylko naparstek dla mnie<br />
To przecież tak niewiele<br />
A zyskać możesz tak wiele<br />
Nie bądź taka skąpa dla mnie<br />
Tylko mały łyczek różanego eliksiru<br />
Bądź dobrą samarytanką<br />
Stanę się twym królewiczem<br />
W lśniącej zbroi i z błyskiem w oczach<br />
Wystąpię przed szeregi marnych paniczyków<br />
Pełen chyżości stanę przed tobą<br />
<br />
No podziel się<br />
Niech me podniebienie zazna smaku rozkoszy<br />
I w sercu nastanie maj<br />
To tak niewiele<br />
By przepełnić mnie szczęściem<br />
Atoli Bóg uczynił mnie mężczyzną<br />
Poddanym twej woli<br />
<br />
Jedna jedyna kropelka dla mych spragnionych ust<br />
A wrota niebios rozstąpią swe poły<br />
Tak niewiele ofiarować musisz<br />
Różanego eliksiru miłości<br />
Dla spragnionego wędrowca<br />
On bowiem godzien zostać tu<br />
Na wszelkie, nawet gorzkie czasy<br />
Wytrwały i szlachetny<br />
Przebył już świata pas<br />
Nabył już dojrzałości <br />
  A zarazem hoży z niego gość<br />
Tylko eliksiru mu nie poskąp<br />
Starczy kapka... <div></span></i></font><br />
<br />
<br />
<span style="font-family: comic sans ms"><font size="1">Powstały 20 lutego 2012.</font></span><br />
</div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/124-Eliksir</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Zapiski nieznanego p.</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/123-Zapiski-nieznanego-p</link>
			<pubDate>Fri, 17 Feb 2012 17:39:04 GMT</pubDate>
			<description>Najnowsze. 
*Żywot* 
 
Mój żywot doczesny 
Opiewający na kwotę lat 
Wystawiony rachunek 
Nie znam dnia ani godziny 
One wiedzą 
Nieprzeniknione abisy...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Najnowsze.<br />
<div style="text-align: center;"><b>Żywot</b><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Mój żywot doczesny<br />
Opiewający na kwotę lat<br />
Wystawiony rachunek<br />
Nie znam dnia ani godziny<br />
One wiedzą<br />
Nieprzeniknione abisy świadomości<br />
Zdają się deklamować poemat <br />
O znikomych chwilach miłości<br />
Wielkie prozy życia i małe nowelki<br />
Dramatyzm człowieka<br />
W szpargałach pamięci zaklęte znaki<br />
Artefakty twórczości<br />
Tam również błędy młodości<br />
Pierwszy dotyk kobiecości<br />
Krystaliczny powiew spleenu<br />
I wszystkie doświadczone pory roku<br />
Wszystko to zamieni się w przestwór błękitu<br />
Subtelny dryf kontynentów nas<br />
Po bezkresnym oceanie</span></font><br />
<br />
<b>Znak</b><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Dotknij mnie<br />
Wyzwól mnie z okowów opętańczej samotności<br />
To tylko ja<br />
Zbliż się do mnie<br />
Za chwile zapomnimy o kryzysie i zimie<br />
Zanurzymy się w zmysłowości<br />
Odpłyniemy na łodzi miłości w siną dal<br />
Będziemy dryfowali<br />
Alić anima i animus staną się jednością<br />
Niepojętą potęgą<br />
Frenetyczne wichry zstąpią z niebios<br />
By dąć w nasz płócienny żagielek<br />
W majestacie chuci będziemy<br />
Bliżsi finałowego splendoru<br />
Na czerwonej murawie orgazmu<br />
Rozpalonej od płomiennej namiętności<br />
Powstaną w naszej miłosnej sztuce krakelury<br />
Odcisnąwszy na niej swe piętno<br />
Pozostawimy dla potomnych znak</span></font><br />
</div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/123-Zapiski-nieznanego-p</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[wiersze z serii "dla niego"]]></title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/122-wiersze-z-serii-quot-dla-niego-quot</link>
			<pubDate>Fri, 17 Feb 2012 16:43:06 GMT</pubDate>
			<description>Czym więc dla Ciebie Mateusz jest milosc? 
Czyms co odroznia pragnienie i chciwosc 
Czyms co glupoty popelnia z madrosci 
Zrozum ze wreszcie absurd...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Czym więc dla Ciebie Mateusz jest milosc?<br />
Czyms co odroznia pragnienie i chciwosc<br />
Czyms co glupoty popelnia z madrosci<br />
Zrozum ze wreszcie absurd milosci!<br />
Gdybys mnie mial w codziennosci rutynie<br />
Bez konfliktowa nie zmienną w swej sile<br />
Plomien by zgasl wraz z godzina kolejna<br />
Musi byc gorycz, to bedzie i piekno.<br />
Szarosc i spokoj nieznane mi dawno<br />
Dadza odpowiedz ze szczescia jest prawda<br />
umiec bol przyjac na siebie i przetrwac<br />
mimo że boli - wiary wciaz trac.<br />
<br />
                    * * *<br />
<br />
Nachodzą mnie wciąż sny prorocze<br />
w tych snach przychodzisz również Ty<br />
i widzę czasy w nich urocze<br />
gdy zamiast Ty ja mówię my.<br />
Wiem że to szczęście - nie osiągnę<br />
Bo ślepo nienawidzisz mnie<br />
Gorące serce swe wyciągnę<br />
wyrzucę Cię niewiedząc gdzie.<br />
<br />
<br />
              * * *<br />
<br />
Za to że chorą nazwać mnie<br />
Kazałeś tym, co byli wokół.<br />
Abyś mógł w jasnym świetle się<br />
Postawić - tkwiłam ciągle w mroku.<br />
Pigułkę szczęścia dali mi - <br />
Tej chorej, co szpitalna brama<br />
Zamknęła świat, zamknęła sny<br />
Tam pozostałam całkiem sama.<br />
Pigułki szczęścia - co za cud<br />
One rozwiały zapomnienia<br />
I pokazały ten twój brud<br />
Który powodem był cierpienia.<br />
Znikaj na wiecznie duchu zły<br />
Twe pierwsze miejsce zajął inny,<br />
A kto jest chory: ja czy ty<br />
Inni pomyśleć tu powinni.</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>AliceInChains</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/122-wiersze-z-serii-quot-dla-niego-quot</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Zapiski nieznanego poety</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/118-Zapiski-nieznanego-poety</link>
			<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 17:48:02 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[Kolejne wiersze z "archiwum" *Szalona karuzela*  
 Zostałem wyrwany z kontekstu, z wiersza, do jakiego byłem przypisany w bliżej nieokreślonej...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Kolejne wiersze z &quot;archiwum&quot; <div style="text-align: center;"><b>Szalona karuzela</b> </div> <div style="text-align: center;"><font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Zostałem wyrwany z kontekstu, z wiersza, do jakiego byłem przypisany w bliżej nieokreślonej rzeczywistości. </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Jestem zagubionych słowem z wiersza białego, </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Poety, który postradał zmysły w ferworze tworzenia. </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Zapewne tak.</span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Literki we mnie tańczą w takt martwych liści, rozwiewanych przez szorstki wiatr.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Ten wiatr niesie z sobą utrapienie istnienia.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Z pewnością będą jego nowe westchnienia. </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">I mrok, a każda z mych literek w nim, i tworzą to dziwne słowo.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Ale jakie ono jest, kto przeczyta?</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Nie przeczytam,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua"> Nie ujrzę,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua"> Nie zrozumiem.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">To życie, a w nim my.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Pełni esencji człowieczeństwa.</span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Jednak...</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Karuzela kręci się coraz szybciej, </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Siłą odśrodkową kogoś wyrzuci</span></font> <br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Umrze.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua"> Śmiertelnik.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Zostanie złożony w mauzoleum, w sarkofagu.</span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">A literki we mnie tańczą nadal,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">W takt dzikiego rytmu.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">W transie jak derwisze,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Kogoś nadal słyszę!</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Czy to ja?</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">A może ty?</span></font> <br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Chyba jednak nie istniejemy My! <br />
<b><br />
Biały domek</b> </span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Marzę wciąż o małym białym domku, </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Lecz nadal jestem w drodze, w rozjazdach.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Nie dane jest mi poczuć, jak to jest.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Jak to jest mieć ten biały domek.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">I móc zaparkować przed nim swojego stalowego rumaka.</span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Śnię o małym rozkosznym ogródku,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">A w nim ja zakotwiczony jak statek w porcie.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Żarzące się cygaro w mych ustach.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">W tym sielskim otoczeniu.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Nade mną niekończący się ocean błękitu nieba.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">A na małym stoliku spocona butelczyna zimnego piwa.</span></font><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Jestem wiecznym wędrowcem, </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Marzącym o swojej własnej przystani.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Mknę przed siebie po asfaltowej szosie,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Mijam te małe domki.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">A one zapraszają mnie.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">I tak się zastanawiam,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Czy w któryś nie zamieszkam.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Nie osiądę na zawsze.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">W końcu.</span></font> <b><br />
<br />
Wiekuiste serce</b> <br />
<br />
</div> <div style="text-align: center;"><font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Ludzie są zaklęci w pewną rzeczywistość, </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Uwikłani w szarą codzienność zdehumanizowanych robotów,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Tkwiąc przy tym w matni strachu. </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Zrodzi się z tego poczucie osamotnienia i zagubienia.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">I kiedyś wyjdą na ulicę pełni niezadowolenia.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Gotowi szturmować królestwa swoich władców.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">By zdławić opór,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Góra wyśle na nich swoje armie,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Lecz te nie podejmą walki z ludem.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">I w magicznej chwili,</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Wszystkich połączy jedna wspólnota</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">To człowieczeństwo.</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Rewolucja serc.</span></font><br />
</div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/118-Zapiski-nieznanego-poety</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Bunkry umysłu</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/117-Bunkry-umysłu</link>
			<pubDate>Sun, 05 Feb 2012 17:38:34 GMT</pubDate>
			<description>Wstawiam tutaj kolejne starsze wiersze. Tym razem cztery. 
*Oni wojny* 
 
 
Dzieci wojny, ciała 
Śmiercionośne pola bitew 
A w nich groza i...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><i>Wstawiam tutaj kolejne starsze wiersze. Tym razem cztery.<br />
</i><div style="text-align: center;"><b>Oni wojny</b><br />
<br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: century gothic">Dzieci wojny, ciała<br />
Śmiercionośne pola bitew<br />
A w nich groza i zniszczenie<br />
Niewypowiedziane tłumy cierpienia<br />
Prawdziwa twarz śmierci – nie maska<br />
<br />
Dzieci wojny, głód i rozpacz<br />
Oczy ich martwe, wpatrzone w siną dal<br />
Krzyki dzieci, których świat nie słyszy<br />
Martwy wzrok, którego nie widzi<br />
Tragizm istnienia w bólu cierpienia<br />
Żołnierze – pionki, w rękach szaleńców<br />
Tyrani u steru władzy<br />
Obłąkańcy dzierżący buławę przywództwa <br />
To krwawe insygnia władzy<br />
Prawdziwa szachownica śmierci<br />
Opętani szaleństwem zabijają dalej<br />
I cisza – śmierć emanująca zewsząd<br />
Oto martwi aktorzy teatru wojny.</span></font><br />
<br />
<b>Intro</b><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: century gothic">Spokojnie, to tylko mój umysł<br />
Moja studnia przemyśleń<br />
Głęboka woda w półmroku owalnej struktury<br />
I tylko mały, nieśmiały promyk </span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: century gothic">Rozświetla tę czeluść – to nadzieja...</span></font><br />
<br />
<b>Katharsis</b><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Po niebieskim suficie nieba mkną puchate chmury,<br />
I ptaki wolne jak wiatr.<br />
W wielkomiejskiej aglomeracji umysłów szum,<br />
Tętniący życiem organizm zatraca się.<br />
Sens został utracony,<br />
Miliony zombie każdego dnia wypełniają schematy,<br />
W wielkomiejskiej dżungli ciała wiją się w seksualnej ekstazie,<br />
Ciała cierpią, krwawią, umierają.<br />
Obojętny Bóg spogląda na rzeź,<br />
Obojętny Bóg sprzedaje się dla mamony,<br />
Obojętny Bóg czczony jest przez szalonych głupców.<br />
Kościół Boga Mamony wysysa ludzi korzących się przed nim.<br />
Wystawna pruderia w opętańczej zapalczywości toczy bój,<br />
Kiedy chorał aniołów bezgłośnie recytuje pożegnalny wiersz.<br />
Głupcy nadal szyderczo uśmiechają się,<br />
A kretyn w telewizorze znów oszukuje masy,<br />
Które głupców wynoszą na bogatych herosów.<br />
Kiedy nadejdzie mrok, wszystkie umysły utoną w trwodze.<br />
Poświata śmierci spowije całą Ziemię,<br />
Zanim nastąpi oczyszczająca jasność.</span></font><br />
<br />
<b>Kruche lody</b><br />
<br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Przez życie przedzieram się niczym Innuita przez zaśnieżone bezdroża<br />
Po skutym lodem oceanie myśli stąpam wciąż<br />
Pozostać na nim nie mogę, bo rychło roztopy nastaną<br />
Filuję w poszukiwaniu stałego lądu<br />
W sercu lęk<br />
A jeśli go nie znajdę?<br />
Tkwiąc w niepewności<br />
Nieśmiało patrzę przed siebie<br />
  Wypatruję wybrzeża<br />
Me nogi obolałe i umysł skołatany <br />
Ilu już tutaj straciło życie swe, ilu zaginęło...<br />
Cześć ich pamięci!</span></font><br />
<font size="3"><span style="font-family: book antiqua">Pean dla nich!</span></font><br />
</div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/117-Bunkry-umysłu</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Wyłowione z odmętów umysłu</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/116-Wyłowione-z-odmętów-umysłu</link>
			<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 16:09:31 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[Oddaję do Waszej oceny parę starszych wierszy, mają od kilku do kilkunastu miesięcy. 
 
 
*"Sznyt z życia"* 
 
 
 
Szaleństwo! 
Szaleństwo jest...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><i>Oddaję do Waszej oceny parę starszych wierszy, mają od kilku do kilkunastu miesięcy.</i><br />
<div style="text-align: center;"><br />
<br />
<b>&quot;Sznyt z życia&quot;</b></div><br />
<br />
<br />
<span style="font-family: Verdana"><font size="3"><div style="text-align: center;">Szaleństwo!<br />
Szaleństwo jest wszędzie!<br />
Osacza nas zewsząd, przenika nas<br />
Jesteśmy straceni, nic nas nie uratuje<br />
Otacza nas i przenika jak światło szybę<br />
Dzwonią dzwony trwogi i dni nastały ponure<br />
To anioły śmierci niosą ze sobą pożogę<br />
Wszystkie drzwi skrzypią o podłogę<br />
Będą tej nocy, umarli poeci, dawać występy na sali balowej<br />
Białe wiersze, zwykłe prozy i zgrzebni pisarze<br />
Tym raczyć będą pustość przestrzeni<br />
Szalona zwrotka bujnie płomienna<br />
Aż papier pali płomień wstęgi<br />
To scenariusz pisany piórem nędznika</div></font></span><br />
<br />
<br />
<b><div style="text-align: center;">&quot;Blask złocistości&quot;</div></b><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-family: Verdana"><font size="3">Wszyscy lgniemy na szczyt,<br />
Lecz nie wszyscy dotrzeć do niego możemy,<br />
Bo nasza droga usłana jest problemami.<br />
Czego się boimy, my śmiertelnicy.<br />
<br />
Zostaliśmy wyrwali z korzeniami z głębokiego snu,<br />
Rwący ból naszych dusz, zatarł złe wspomnienia przeszłości.<br />
Oczy nasze malują nową twarz,<br />
Twarz przejrzystego złota – nie okłamanego,<br />
Tym złotem jest słońce, które wita nas każdego ranka.<br />
<br />
My jesteśmy jego gościem, a ono jest naszym gospodarzem.<br />
Wznosząca zieleń każdego poranka, wita nas.<br />
Nadzieja młodego mężczyzny rośnie w siłę,<br />
Z mgły wyłania postać rzeczywistej istoty.<br />
<br />
Miłość koi ból.<br />
Muzyka koi strach,<br />
Konstelacja pragnień zdobywano nowe serca,<br />
Świat kręci się w starym rytmie,<br />
Tylko naprawdę zakochane serca czują bluesa</font></span><br />
<br />
<br />
<b>&quot;Feeria uczuć&quot;</b><br />
<br />
<br />
<span style="font-family: Verdana"><font size="3">Taki piękny kwiat olśnił serce me,<br />
W ten wiosenny czas.<br />
Trawa się zazieleniła i powiał ciepły wiatr.<br />
Zapach bzu, zapach snu i my tam,<br />
Na skraju niebios, gdzie słońce otula nas.<br />
Pragniemy siebie, gdy miłość rozkwitnąć chce,<br />
W ten wiosenny czas, gdy wiśnie kwitną białymi płatkami.<br />
Kamienista drożyna wśród zieleni pól,<br />
A my tam, szukamy się wśród morza barw.<br />
<br />
W taki piękny wieczór biały pęcherz księżyca mży,<br />
W tle gwiazdy połyskują jak szkiełka.<br />
Rześki powiew muska młode listowie,<br />
Które szemrze niczym górski potok.<br />
Pohukiwanie sowy przysparza o dreszcze,<br />
A w trawie cykają pierwsze zakochane świerszcze,<br />
Gdzieś tam my, wsłuchani, w miłości samotni,<br />
Bo czego pragniemy, czy to aby na pewno wiemy?</font></span></div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/116-Wyłowione-z-odmętów-umysłu</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Westchnienia codzienności (2)</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/110-Westchnienia-codzienności-(2)</link>
			<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 19:01:46 GMT</pubDate>
			<description>Kolega kiedyś powiedział mi, żebym żył 
No więc spróbowałem 
Zacząłem żyć 
I szybko się okazało, że jest tak jak zawsze 
Że właściwie znalazłem się w...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><div style="text-align: center;"><span style="font-family: Verdana">Kolega kiedyś powiedział mi, żebym żył<br />
No więc spróbowałem<br />
Zacząłem żyć<br />
I szybko się okazało, że jest tak jak zawsze<br />
Że właściwie znalazłem się w matni<br />
Zostałem uszeregowany, zaszufladkowany<br />
Czyjeś oczy i rozum oceniły mnie<br />
Pełne subiektywnej płytkości<br />
Nie wnikającej głęboko w czyjeś doświadczenie<br />
<br />
Wszystkie kwiaty życia marnieją we mnie<br />
Czarne słońce wisi na niebie<br />
A człek tonie w otchłani życia<br />
No więc żyję, a czuję się jakbym umarł<br />
Dwa metry pod ziemią uczuć<br />
Bez-miłosny styl prozy życia<br />
Tylko chłód<br />
<br />
Brak rąk rzeczywistości<br />
Gładzących mą strapioną twarz<br />
Po której spływają słone łzy<br />
W końcu jednak milkną kruki myśli<br />
Wkrótce przybędą ponownie<br />
Krucze znaki piekieł<br />
Uwikławszy się w życie<br />
Nie jestem wstanie rozsupłać go<br />
I tak dalej...</span><br />
<br />
**********************************</div><span style="font-family: Verdana"><div style="text-align: center;"><br />
<br />
Koniec końców się skończy<br />
To, co przeminęło, zniknie<br />
Coś nastanie potem<br />
W następnym rozdziale<br />
Urodzi się nowe słowo<br />
A jakże dobrze znane<br />
Ożywi wyobraźnie czytelnika<br />
Choćby tylko na chwilę<br />
Udasz się na peregrynację<br />
Po tym nawale<br />
Pozostaniesz w myślowym kanale<br />
Jesteś sobą<br />
Zmienną osobą<br />
Personą bez dna<br />
Kiedyś stąd mykniesz<br />
Swego pana powalisz<br />
Swych pobratymców zostawisz<br />
Krótkie pożegnanie i w drogę, Człowieku<br />
Kimkolwiek jesteś, wiedz...<br />
Żeś nieskończony i niezwyciężony.</div></span></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/110-Westchnienia-codzienności-(2)</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Westchnienia codzienności</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/108-Westchnienia-codzienności</link>
			<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 22:03:15 GMT</pubDate>
			<description>*Nowy cykl literacki, właściwie to, uściślając, poetycki... albo... może... * 
 
_numer 1_ 
 
Żyję od nawietrznej... 
Ciągle duje ten chłodnym wiatr...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><font size="3"><b><span style="font-family: Book Antiqua">Nowy cykl literacki, właściwie to, uściślając, poetycki... albo... może... </span></b></font><br />
<br />
<font size="3"><font color="#000080"><div style="text-align: center;"><u>numer 1</u><br />
<br />
<font color="#330033">Żyję od nawietrznej...<br />
Ciągle duje ten chłodnym wiatr<br />
Zacina, szarpie, zmienia azymut serca<br />
Szepce...<br />
Czegoś wciąż brak<br />
To w telewizji nudny act<br />
Oprotestowany<br />
Wzmaga się wiatr<br />
To cisza przed burzą<br />
A później gromami ciska w świat<br />
Wypruwa flaki ludziom<br />
I śreżoga spowija widok<br />
Kłamstwo<br />
Akt<br />
Taktu tu brak<br />
Rubaszne zadęcie<br />
Bezceremonialni blagierzy<br />
Łyżeczka sięga na dno losu ludzkiego<br />
Wybiera zużyte wióry naszej siły<br />
Marniejemy w oczach<br />
Azaliż srogi wiatr<br />
Wciskający się pomiędzy rozgwar myśli<br />
Ból deranżujący tkliwość<br />
A później pozostaje tylko pusta ckliwość<br />
I tak wypalamy się jak węgiel<br />
Finalnie jesteśmy popiołem poegzystencji<br />
My...</font><br />
<br />
<u>numer 2</u><br />
<br />
<font color="#330033">Pazerny chciwiec wyciąga swe łapska<br />
Oczy mu świecą, a usta drgają<br />
Dajesz mu palec<br />
On bierze całą rękę<br />
Wciąż mu za mało<br />
Chce więcej<br />
Mały, średni, duży<br />
Różny<br />
Stąd i stamtąd<br />
Złośliwiec taki<br />
Kto to taki?<br />
Człowiek taki siaki owaki...</font><br />
</div></font></font></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/108-Westchnienia-codzienności</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Przeszłość..</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/89-Przeszłość</link>
			<pubDate>Mon, 31 Oct 2011 20:01:27 GMT</pubDate>
			<description>Moja przeszłość nie daje mi spokoju. 
Za dużo błędów w niej popełniłem,za dużo bólu i nie umie teraz normalnie żyć.  
Zresztą już chyba nie mam...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">Moja przeszłość nie daje mi spokoju.<br />
Za dużo błędów w niej popełniłem,za dużo bólu i nie umie teraz normalnie żyć. <br />
Zresztą już chyba nie mam chęci.<br />
Bo jak tu mieć chęci skoro każdy dzień jest czarno biały, i męczący.<br />
Dziennie to samo. Ale chyba już takie życie schizofrenika.<br />
<br />
Czuje że nigdy już nie będzie lepiej...</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Adam</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/89-Przeszłość</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Z tym nie chce, bez tego nie umię żyć...</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/87-Z-tym-nie-chce-bez-tego-nie-umię-żyć</link>
			<pubDate>Thu, 08 Sep 2011 20:59:53 GMT</pubDate>
			<description><![CDATA[To życie na trzezwo jest za ciężke dla mnie... 
Nie wyrabiam. 
 
 
''Napełnij szklankę mi 
Ostatni nalej raz 
Napełnij szklankę mi 
i pójdę bo już...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore">To życie na trzezwo jest za ciężke dla mnie...<br />
Nie wyrabiam.<br />
<br />
<br />
''Napełnij szklankę mi<br />
Ostatni nalej raz<br />
Napełnij szklankę mi<br />
i pójdę bo już czas<br />
Nie płaczę pozwól pić<br />
Bo wstyd mi sobą być<br />
Napełnij szklankę mi...''<br />
<br />
<br />
ehhh...</blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Adam</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/87-Z-tym-nie-chce-bez-tego-nie-umię-żyć</guid>
		</item>
		<item>
			<title>Opowieść: Bezczas kryształowej rzeczywistości</title>
			<link>http://www.zaburzenia.pl/entries/78-Opowieść-Bezczas-kryształowej-rzeczywistości</link>
			<pubDate>Fri, 03 Jun 2011 23:12:00 GMT</pubDate>
			<description>Nastąpił nagły grzmot, coś rozdarło dzień, który zamienił się w zupełną ciemność. On był tym oszołomiony, gdyż nie wiedział, gdzie jest ani co się z...</description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote class="blogcontent restore"><div style="margin-left:40px"><div style="margin-left:40px"><span style="font-family: Book Antiqua"><font size="3"> <font size="4">Nastąpił nagły grzmot, coś rozdarło dzień, który zamienił się w zupełną ciemność. On był tym oszołomiony, gdyż nie wiedział, gdzie jest ani co się z nim stało, lecz wiedział, że to nagłe tąpnięcie zaniesie go daleko. Wylądował w tunelu. Był na jego jednym końcu, z którego wyjścia nie było, musiał iść przed siebie. Nogi zaczęły go nieść w kierunku drugiego końca tunelu. Tunel był obskurny, nieciekawy, zdewastowany przywodził na myśl te znane z naszych dworców, lecz nie widać schodów prowadzących na perony. Był lekko rozświetlony przez światło o lokalizacji bliżej nieokreślonej. Emanowało niezwykłą subtelnością i ciepłem. Tunel miał na oko pięćdziesiąt metrów długości. Pod jego stopami znajdowało się stare wytarte linoleum, którym zapewne kroczyło wielu ludzi, lecz sposób w jaki było starte, nie przypominało niczego z czym się spotkał. Stawiał spokojne kroki w kierunku drugiego końca, spowitego mrokiem niepewności. Złapał miarowy oddech, ale czuł, iż nie jest on wcale ważny.<br />
    Gdy tak rozmyślał o swoim oddechu, nie zauważył czegoś majaczącego, a tym czymś był wilk o niezwykle niebieskich oczach – wręcz kryształowych. Nie wiedział skąd ten szarawobiały wilk się tutaj pojawił. Wyszedł jak gdyby ze ściany, a może spod podłogi, albo był tutaj już wcześniej i obserwował przybysza. Ich oczy się spotkały i przybysz zanurzył się w błękitnych jeziorach oczu wilka. Wiedział od teraz, że wilk nie czymś więcej, że wie wszystko o nim i że emanuje niezwykle pozytywną energią, która ma go uspokoić. Zanurzył się wilczych oczach i zobaczył całe swoje życie, przelatujące w przyspieszonym tempie niczym film w sali kinowej, lecz prędkość obrazu pozwalała zrozumieć każdą chwilę, każdy moment, emocję, uniesienie, porażkę, złość, radość, nienawiść, miłość, gorycz, ból... pasmo przelatujących, żywych obrazów. Był nagi wobec tego czegoś. W końcu festiwal przelatujących klisz się skończył, a on stał zdumiony, kiedy po jego policzkach spływały łzy. W tym miejscu nie mógł już się ukryć, nie mógł udawać kogoś innego. Wciąż był oniemiały, ale zaczął kroczyć dalej, za przyjacielskim wilkiem o nieskazitelnie błękitnych patrzałkach, które świdrowały jego wnętrze bez najmniejszych przeszkód. Gdy zaczęli się zbliżać do drugiego końca, wtedy naszego przybysza oślepiła jasność, wyrywająca się z otwieranych drzwi. Teraz przenikliwe światło rozświetlało cały tunel, zmieniając go nie do poznania. Oto ściany stały się białe i pojawiły się nań kwiaty, które rozkwitały, tańcząc przy tym radośnie. Wilk wszedł w niezwykłe światło i znikł natychmiast w wszechogarniającej bieli, która zdawała się wibrować w niezwykle silny sposób.<br />
    Nagle blask zaczął gasnąć, gdy przybysz miał przejść przez drzwi, wtedy ktoś go powstrzymał. Okazało się, że była to postać przypominająca człowieka, lecz na pierwszy rzut oka dało się rozpoznać, iż nim nie jest. Emanowało odeń to samo światło, które miał w sobie wilk, o jeszcze silniejszym i głębszym znaczeniu. Postać wyciągnęła swą dłoń w kierunku nowego przybysza, ten próbował się odsunąć, ale postać wysłała mu przyjacielski sygnał. Pewna i silna ręka chwyciła coś za jego głową i jednym mocnym szarpnięciem odczepiła to, co było przytwierdzone do pleców przybysza. Ten poczuł lekkie ukłucie, po chwili uderzyło weń głębokie poczucie miłości – widział, że przeszedł na drugą stronę. Przybysz pokraśniał, niezwykle się rozjaśniając. Znajdował się w pokoju, skąpanym w bieli, wszechogarniającej i przenikającej bieli, tworzącej to wszystko.<br />
   – A więc tak wygląda śmierć – odezwał się nieśmiało przybysz.<br />
   – Tak. Witaj po drugiej stronie, resztki strachu, które cię tłamsiły w tamtym życiu teraz zaczynają się wypalać. Stajesz się naprawdę wolnym wagabundą.<br />
   – Już to czuję, to przenikające mnie światło – prawił wyraźnie poruszony przybysz. – A co odczepiłeś ode mnie?<br />
   – To była lina życia, która łączyła materię i twą esencję, lub jak wolisz duszę...<br />
   – Aha – przytaknął przybysz.<br />
    </font></font></span>– <span style="font-family: Book Antiqua"><font size="3"><font size="4">Od teraz zwracam ci wolność. Sam musisz zdecydować, dokąd zamierzasz podążyć. Osiągnąłeś już dostatecznie wysoki stopień rozwoju i masz szanse uwolnić się od kołowrotka ziemskich wcieleń. <br />
Przybysz otrzymał od niebiańskiej istoty przekaz, pokazujący mu jego poprzednie wcielenia oraz doświadczenie, jakie w nich zdobył. Boski orzeł spokoju przybysza rozwinął skrzydła i zaczął zataczać kręgi nad jego wyzwolonym duchem. Ziemska cząstka jego egzystencji zaczęła się wypalać niczym resztki ogniska, wskrzeszające ostatnie iskierki. Przez chwilę był cały rozmigotany. Doznał nagłego olśnienia, przypominając sobie, iż pragnął skrycie wyzwolenia z ziemskiego cierpienia, i nie był w tym odosobniony. Wielu ludzi w tym samym czasie czuło to samo, gdyż ich wspólny duch kontestował sprzeciw wobec tyranii w tym jakże pięknym zakątku wszechświata. Ziemia skąpana w błękicie mórz, w całej palecie barw lądów, pomimo tego była miejscem, które byśmy określili mianem więzienia bez krat. W którym narzuca się sposób rozumowania jednostki, przez co nie może ona się rozwijać będąc tłamszona przez różne nakazy postępowania. Wspólna sprawa, wpierw garstki ludzi, a teraz coraz większej rzeszy dusz, pragnących wyzwolenia dla Ziemi. Wszyscy, którzy zdawali sobie sprawę z nadchodzących zmian, byli w tej chwili niezmiernie podnieceni. Trwało wielkie oczekiwanie. Wewnętrzna świadomość przybysza płynęła teraz nieprzerwanie ciągłym strumieniem, pokazując mu prawdę absolutną.</font></font></span><span style="font-family: Book Antiqua"><font size="4"><br />
    Po chwili zadumy nad obrazem, jaki mu się objawił, przybysz zwrócił w kierunku swojego przewodnika, który spokojnie lewitował w przestrzeni kosmicznej. Nastała dłuższa chwila ciszy, przybysz wyczekiwał jakiegoś ruchu ze strony istoty, lecz żadna reakcja nie nastąpiła, więc zwrócił się do wewnątrz, aby jeszcze przemyśleć wszystko to, co zobaczył. Nie był wstanie ogarnąć wszystkiego swoim umysłem, czuł się tym przytłoczony, wtedy jego mistrz wykazał aktywność.<br />
    – Trwa teraz wielkie wyczekiwanie – rozpoczął mistrz. – zgromadziły się tutaj istoty z wielu galaktyk, by obserwować rozwój wydarzeń.</font></span><span style="font-family: Book Antiqua"><font size="3"><font size="4"><br />
    – A co ma się wydarzyć, dokładnie?<br />
    – Już wkrótce się przekonasz. Ludzkość ma okazję zmienić bieg wydarzeń, a echa tego rozejdą się po całym wszechświecie.– A więc to szczególny czas...<br />
    – Tak, to wielka chwila próby.<br />
    – Jednak wydaje mi się, że ludzie nie są jeszcze na to gotowe, przecież dzieje się tyle złego na ziemi...<br />
    – To nie ma teraz znaczenia. Gdy przemiana się zbliża, wszystkie konflikty milkną jedną chwilę i ta chwila może zadecydować.<br />
    – A co, jeśli się przemiana nie dokona?<br />
    – Nie wiadomo dokładnie, lecz zmiana wydaje się nieunikniona. Przez ten proces przechodzą wszystkie świadome istoty zgrupowane w wielkich skupiskach. Wasz świat tego potrzebuje, gdyż zapętliliście się w swoim działaniu, niszcząc wszystko co żyje. Zostało uaktywnione pewne promieniowanie, które zmierza teraz w kierunku Ziemi, po drodze aktywując słońce, co z kolei wywoła poruszenie w waszym świecie.<br />
    – Katastrofy? – zapytał niepewne przybysz.<br />
    – Są nieuniknione. Nieuniknione są ofiary, ale one nie znikną, tylko przejdą do innej czasoprzestrzeni, właściwie pozbawionej czasu, gdyż czas jest dla nas iluzją.<br />
    – A co z przyszłością i przeszłością?<br />
    – Przyszłości, przeszłość i teraźniejszość istnieją jednocześnie, stąd ta iluzja. <br />
Przewodnik rozjaśniał tysiącem odcieni bieli, przybysz nie sądził, iż tyle ich może być. Bił od niego ciepły blask, delikatnie łaskoczący przybysza. Po chwili przewodnik zrobił ruch jakby ręki i wskazał na przestrzeń okołoziemską. Wokół Ziemi lewitowało mnóstwo statków kosmiczny lub jakichś innych pojazdów, widział również różne postacie, oblatujące glob. Wszystko się potwierdziło, o czym mówił mu przed chwilą jego mistrz i przewodnik zarazem.<br />
    – Będziemy musieli się pożegnać na jakiś czas. – stwierdził stanowczo przewodnik.<br />
    – Dokąd się udajesz?<br />
    – Muszę jeszcze załatwić parę spraw, jak to mówicie na Ziemi.<br />
    – A dokąd ja mam się udać?<br />
    – Ciebie przywita rodzina i wszyscy razem będziecie oczekiwać na to wydarzenie.<br />
    – Dobrze, będę na nich czekać.Przewodnik zamigotał radośnie i po chwili znikł, rozpłynąwszy się w przestrzeni.<br />
    Przybysz po chwili zauważył, jak z boku pojawia się blask światła i jasny snop uderzył weń. Przyjemnie uderzyła w niego emanują miłość, wiedział już, że o to pojawili się jego zmarli krewni, aby go przywitać. Widział kontury ich postaci w blasku jaśniejącego światła, do którego się teraz zbliżał, by za chwilę w podobny sposób jak swój mistrz zniknąć.<br />
    Oto krótka historia wariacji na temat odchodzenia pewnego autora(Mnie), który nie poskąpił czasu, by dowiedzieć się, jak może wyglądać dalsze życie, bo ono się chyba nigdy nie kończy. Piszę „chyba”, bo nie wiem, czy tak jest naprawdę. Tego dowiemy się wszyscy, kiedy przejdziemy na drugą stronę rzeki życia i śmierci. Wierzę, że ta ostatnia okaże się tylko złudzeniem, przed którym tak zawzięcie uciekamy w dobra doczesne. </font><br />
</font></span></div></div></blockquote>

]]></content:encoded>
			<dc:creator>Mandatory</dc:creator>
			<guid isPermaLink="true">http://www.zaburzenia.pl/entries/78-Opowieść-Bezczas-kryształowej-rzeczywistości</guid>
		</item>
	</channel>
</rss>

